Muzyczka ;)

wtorek, 7 stycznia 2014

Rozdział III


Rozdział III
Czyli:
„Alraro i prawdziwa natura Amber”

         Kuzynka patrzyła na mnie wściekle, wręcz piorunowała mnie wzrokiem. Nie wiedziałam o co chodzi. Czyżby o tego Kastiela chodziło Charlotcie? Oby nie, bo widocznie Amber czuła coś co niego. Tupnęła zła nogą i przybliżyła się niebezpiecznie do mnie. Zawibrował mi telefon, ale nie zwróciłam na to uwagi.

- Co ty sobie wyobrażasz, głupia mendo?! – wrzasnęła, zwracając uwagę wszystkich na dziedzińcu.

- Wpadłam na niego. Nie chciałam nic złego zrobić Amber– próbowałam się tłumaczyć, ale dziewczyna mi przerwała.

- Odpieprz się od niego, albo przestanie być ci tak wesoło! – krzyknęła i przechodząc, trąciła mnie.

Zaraz mnie szlag trafi! Co to miało być?! Własna kuzynka?! Nawet nie słuchała tłumaczeń?! Chyba ją coś pojebało! Cała czerwona, tym razem od złości, ruszyłam twardo do szkoły. Zatrzymał mnie czerwonowłosy.

- Ona tak ma, to pieprzona dziwka, nie przejmuj się nią – oznajmił. Widocznie chciał mnie pocieszyć, ale niezbyt mu się to udało. Ja wiem, że Amber taka jest, ale to kurna bolało!

Do oczu cisnęły mi się łzy i rozpłakałam się na dobre dopiero w toalecie. Jak mogła coś takiego zrobić? Widocznie przez całe życie jej nie znałam. To, co powiedziała w domu mogłam przeżyć, ale tego? Nigdy. Aż wolę rzucić się z mostu, niż mieć znowu do czynienia z tą idiotką.


         Zadzwonił dzwonek, a ja usłyszałam walenie w kabinę. Nie ustało, więc po jakimś czasie kopnęłam w nią nogą. Nie przeszkadzać! Ja tu rozmyślam!

-Otwórz to cholerstwo, albo wejdę górą! – rzekła stanowczo dziewczyna po drugiej stronie.

Jak górą? Nieeee…… Zostaw mnie w spokoju! Ja chcę poudawać ofiarę losu!

- Nigdzie się nie ruszam! – odpowiedziałam i założyłam ręce na klatkę piersiową. Pewnie tego nie widzi, ale trudno.

Nade mną pojawiły się jej dłonie, uderzyłam w nie wściekła. Dziewczyna pisnęła. Faktycznie chciała się wspiąć. Warknęłam, ale się nie poddała. Walnęła mocno w klamkę, ale ani drgnęła.

- Dzwonek był pięć minut temu, ja z Wiolą idziemy na lekcję – oznajmił inny głos. Oczami wyobraźni zobaczyłam, jak kiwa głową.

-Otwieraj! Masz trzy sekundy! Raz! – Zero reakcji- Dwa!- Nic.- Trzy!!! – krzyknęła tak głośno, że nie usłyszała, jak przekręcam zamek.

Była w pozycji bojowej i kopniakiem uderzyła w drzwi, a jako, że były otwarte, moja twarz miała z nimi bliskie spotkanie. Dlaczego uchylają się do środka?! To nielogiczne!

- Przepraszam! – pisnęła zmartwiona. –Naprawdę nie chciałam!

Kręciło mi się w głowie i obraz powoli się rozmazywał, prawie upadłam, ale mnie podtrzymała. Zaczęłyśmy gdzieś iść. Nie zauważyłam, jak wyszłyśmy z toalety, aż nie musiałyśmy wejść po schodach. Zaprowadziła mnie do jakiego pomieszczenia. Było białe. A może czarne? Nie odróżniałam kolorów. Posadziła mnie na czymś i ujrzałam jakiś blask. Bliżej nieznane mi urządzenie świeciło w moje gałki oczne. Nie byłam tam tylko ja, koło mnie wyczułam jakąś osobę. Jak wyczułam? Normalnie, węchem, a czym? Językiem? Pff…


         Musiałam wiedzieć, co jest ze mną, więc odłączyłam się od ciała. Wiecie o co chodzi, nie? Takie „pum” i jestem obok. Pielęgniarka. I wszystko jasne. A ja głupia myślałam, że co? To oczywiste, bo nie było innego miejsca, gdzie mogła mnie zaprowadzić białowłosa. Chyba…

         Koło mnie siedział jakiś chłopak, miał niebieskie włosy i obandażowaną rękę. Wpatrywał się we mnie dziwnym wzrokiem. Czemu on się lampi? Ty masz niebieskie, ja mam coś a’la tęczowe! Dosłownie. Mam tęczowe włosy. Jestem normalna? Odpowiedź brzmi NIE. Moja głowa jest przykryta kolorowymi kudłami, ale je kocham; moje oczy zmieniają kolor zależnie od humoru; potrafię odłączać duszę od ciała i jeszcze wiele innych rzeczy; dodatkowo Amber jest moją kuzynką. Z pewnością nie można mnie nazwać normalną, szczególnie patrząc na ostatni argument.


         Wróciłam do ciała, bo babka zaczęła mnie o coś pytać.

- Huh? – Spojrzałam na nią w pełni odzyskując ostrość widzenia.

Była wysoką szatynką, o niebieskich oczach i miłym wyrazie twarzy, była szczupła i nosiła okulary. Typowa, dobra kobieta. Coś czuję, że chętnie będę tu przychodzić, nie dość, iż często z różnych powodów, to jeszcze chętnie.

- Jeśli chcesz to mogę cię zwolnić z lekcji, chyba, że wolisz zostać, by nie mieć zaległości – zaproponowała z ciepłym uśmiechem.

- Wolę zostać w szkole…– Kiwnęła głową i podała mi jakieś tabletki.

- Ty też możesz iść, ściągnij bandaż dopiero w sobotę- zwróciła się do ucznia. Wyszedł.


         Połknęłam tabletki, popiłam wodą i także wyszłam z gabinetu. Zza drzwi wyskoczył ów chłopak.

- Roza! Kim ona jest?! Ma śliczne włosy! Gdzie farbowała?!– Ekscytował się, jak małe dziecko. Złotooka wzruszyła ramionami.

- Mam na imię Loraleith, w skrócie Lora. Zamieszkałam u kuzynostwa. To mój pierwszy dzień w szkole i…- nie dano mi dokończyć.

-…I już wpakowałaś się w kłopoty… Wiesz, że masz przechlapane? Będzie cię męczyć do końca życia - powiedziała dziewczyna.

-To nie kłopoty, Amber po prostu się zmieniła. Jestem w stanie jej to wybaczyć, ale nie spodziewałam się tego mimo wszystko. A w tych męczarniach będę musiała wytrzymać dwadzieścia cztery godziny na dobę, jednak uda mi się. Żyłam w gorszych warunkach. – Ruszyliśmy korytarzem.

Spojrzeli na mnie dziwnie. Znowu coś nie tak? Czy może zaskakujący jest fakt, iż Amber to moja kuzynka, chyba, że tego jeszcze nie wiedzą…

- Dwadzieścia cztery godziny na dobę?   A co? Mieszkasz z nią? – zaśmiała się dziewczyna. Kiwnęłam, a uśmiech zszedł jej z twarzy.

- Mamy pokoje naprzeciwko siebie. Jak szłyśmy do szkoły była jeszcze normalna. Szczera, zabawna, wesoła, przyjacielska nastolatka. A gdy zobaczyła, że leżę na Kastielu to odbiła jej szajba. Aż nie wiem, jak to skomentować –wyznałam.

Chłopak mnie przytulił, mocno i aż boleśnie. Nie mogłam przez chwilę złapać oddechu. Po chwili się wyrwałam. Co to było?

- Jestem Alexy, chodzę do 2C, a ty? Od dziś będę twoim najlepszym przyjacielem od serca.

Mina „WTF?” i pytające spojrzenia do dziewczyny. Machnęła ręką, wybuchliśmy śmiechem. Może faktycznie to dobre materiały na przyjaciół?

- Grupa Alraro do boju! Podbijemy ten nudny świat! – krzyknął chłopak, wyrzucając jedną pięść ku górze.

-Alraro? What is it?

- Alexy, Rozalia, Lora. Pasuje idealnie, myślałem także nad Allora, ale źle brzmiało, tak samo, jak Loraal, albo Raloal. – Wyszczerzył się, jak małe dziecko.

Ja dla śmiechu także to zrobiłam i pocałowałam go w policzek. Od dziś jest moim przyjacielem numer jeden! Poczochrał mnie po włosach. Ja ci dam! Zachichotałam i zaczęłam go łaskotać. Idiota nie ma łaskotek. Za to ja mam i on to w straszny sposób wykorzystał. Pomocy! Ja już nie chcę! Rozalia próbowała tłumić śmiech, kiedy wylądowałam na ławce, ale nie udawało jej się. Nawet wredota mi nie pomogła! Już się tym zmęczyłam. Nie poddawałam się jednak, po jakiś 4 minutach torur zaczęłam błagać o litość. Że też mu się chciało mnie męczyć… Pewnie znudził się tym po minucie, ale nie przestawał.


         Roza wybawicielka! Pacnęła go lekko w głowę i zostawił mnie w spokoju. Obolała zwinęłam się w kłębek i opłakiwałam udawanym szlochem, jaki mam marny żywot. Alexy mnie podniósł i przerzucił przez plecy.

- Odbiło ci?! Postaw mnie na ziemi! – darłam się, uderzając pięściami w jego plecy.

Wybuchliśmy śmiechem, ale mnie nie odstawił. Niósł gdzieś, a Rozalia śmiejąc się, szła obok. Jęknęłam i znów go uderzyłam w plecy. Gdy weszliśmy do jakiegoś ogródka odstawił mnie na ziemię.  Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem. Wyszczerzył się, jak małe dziecko. Wyjął z kieszeni dwa lizaki, jednego dał Rozie, a ja wyciągnęłam po drugiego rękę. Zaśmiał się i odsunął. Co za cham! Otworzył go, a ja przekrzywiłam głowę i gdy polizał go, myśląc, że jest bezpieczny, ja mu go wyrwałam z dłoni i włożyłam do ust. Zrobił naburmuszoną minę i znów podniósł. Tym razem białowłosa zareagowała. Pstryknęła go w ucho, a on mnie gwałtownie puścił.


         Rzuciłyśmy się biegiem do szkoły. Wpadłyśmy obie do klasy, a Alexy zdyszany chwilę później. Nauczyciel zmierzył nas srogim spojrzeniem. Już miałam z Rozalią usiąść w drugiej ławce w środkowym rzędzie, ale facet za biurkiem pokręcił głową. Gestem wskazał, abym do niego podeszła. Złotooka usiadła tak gdzie miała zamiar, a Alexy się do niej przysiadł. A ja gdzie?!
- Pierwszy raz cię tu widzę – oznajmił, opuszczając okulary, by przyjrzeć mi się bez nich.

- Jestem nowa… Hoover, ale pewnie nie jest wpisane moje nazwisko, bo je zmieniam – rzekłam cicho, spuszczając głowę. Przerażał mnie. No tak, już nienawidzę matematyki.

- Mam nową uczennicę w dzienniku, ale kawałek nazwiska jest zamazany. Meverly? Everly? Jesteś Everly, tak? – Nie spojrzał na mnie, tylko wciąż patrzył na dziennik.

- Nie… Nie Everly… - wymamrotałam zirytowana.

- Everly, siadaj do ławki z Lysandrem. Trzecia ławka, rząd pod oknem – powiedział i wrócił do prowadzenia zajęć.

Ruszyłam do ławki, mrucząc parę przekleństw pod nosem. Usiadłam koło chłopaka. Miał białe włosy i dwukolorowe oczy. Heterochromia? Ja też ją miałam, od razu po urodzeniu. Zniknęła mi, gdy oczy zaczęły same zmieniać kolor. Wcześniej jedno miałam zielone, a drugie czerwone. Ładny był, przyznaję. Nawet więcej niż ładny i nosił ciekawe wiktoriańskie ciuszki.

- Hej, jestem Lysander. Masz ciekawe włosy. – Zaczerwieniłam się. – O, przepraszam… Nie powinienem tak rozpoczynać znajomości. – Speszył się.

Uśmiechnęłam się ciepło. Był słodki. Nie ma to jak zaczynać nowe życie od stwierdzenia, że wszyscy chłopacy mi się z tej szkoły podobają i będę ich podrywać. Szaleństwo…

- Mam na imię Loraleith, mieszkam aktualnie u kuzynostwa i czuję się tu lekko nieswojo. Na powitanie dostałam opieprz od Amber, bo przewróciłam się na Kastiela – odparłam, podpierając głowę dłońmi.


         Przegadaliśmy całą lekcję. Polubiłam go, przy okazji dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy. Resztę lekcji także z nim siedziałam. Cieszyłam się,  że znalazłam z nim wspólny język. Gdy miałam wracać coś sobie przypomniałam. A mianowicie Amber… Zamknęłam oczy i dłoniom rozmasowywałam ból w skroniach na jej wspomnienie. I znów na coś wpadłam. Czy ja jestem jakaś okropna niezdara?!

- Ile ty chcesz się przytulać w ciągu kilku godzin? Nie za dużo? I jeszcze do nieznajomych? – zapytał czerwonowłosy i mnie objął, wzdrygnęłam się i wyrwałam.

Tak… Jeszcze mi Kastiela brakowało, a jako wisienkę na torcie zauważyłam moją kuzynkę, całą czerwoną. Stała w drzwiach od liceum i trzęsła się ze złości. Zrobiłam wielkie oczy i pobiegłam do niej zmartwiona.

- Zostaw mnie! Zdrajczyni! Nienawidzę cię! – krzyknęła, a ja zobaczyłam, jak łzy jej się w oczach zbierają. Wmurowało mnie. Przybliżyłam się do niej i ją przytuliłam. Przestała się trząść, odwzajemniła uścisk.

- Przepraszam, to było niechcący… - wyszeptałam.

- To ja za bardzo wybuchnęłam – powiedziała i zgromiła wszystkich wzrokiem pełnym wyższości. Ta to umie wymyślić…
Gapili się na nas, jak na wariatów, szczególnie na mnie. Zazdrościcie, że to właśnie ona jest moją kuzynką, nie?! Ponosi mnie… Wróciłyśmy, plotkując do domu.


_________________________________________________________
Czy wy wiecie, że za każdym razem, jak chciałam dodać rozdział, nie działam mi net?!
Masakra T^T
No, ale coś wyskrobałam ^^

10 komentarzy:

  1. fajowy rozdział :3
    Lysiu słodki, Alex zabawny, Kastiel taki jak zawsze achhhh... kobieto wspaniały rozdział
    Amber jest jakaś nienormalna ;/
    czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jakim sensie nienormalna?
      Przez Lorę będzie się zmieniać na lepsze xD
      Ale kłopotów z nią będzie, przyznaję ;3

      Usuń
  2. This is extraaaaaaaaaa! ♣♠☻♂☻♥♣♠♦

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział zajebwisty!
    Przepraszam, że w drugim rozdziale nie dałam komenta, ale czasu nie miałam :p
    Czekam na next xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój blog został nominowany do LBA. Szczegóły u mnie :D
    Mam pytanie: dlaczego tak znikłaś? Bo nie odzywasz się w ogóle, a ja zaczynam się martwić, bo tak nagle Cię zabrakło. Co się dzieje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Em... Spokojnie, żyję i mam się dobrze.
      Miałam małe problemy, a szlag mnie trafiał - Napisałam czwarty rozdział i mi się skasowało, napisałam go drugi raz i znowu zniknął, napisałam trzeci raz i się nie zapisał. Piszę go już czwarty i trzymajcie kciuki, bo coś mi się z tym cholernym kompem dzieje...
      Sorki, że u was nie komentowałam, faktycznie zniknęłam z blogów.
      I jeszcze obowiązki... -,-"
      Masakra =,=
      Oni mnie wszyscy wykończą.
      Obiecuję, że postaram się napisać rozdział i przeczytać u was :*

      Usuń
    2. Nie wiesz, jak mi ulżyło :D
      I tu nie chodzi o komentarze na blogu, no coś ty (chociaż brakuje mi Cię :] ), ale byłaś, byłaś, a tu tak w pewnym momencie przestałaś dawać jakiekolwiek znaki życia, a ja mam coś takiego, że martwię się w takich sytuacjach. Dzięki, że odpisałaś, bo przynajmniej wiem, że wszystko okej ;D
      A co do rozdziałów, to szczerze współczuję. Tyle razy pisać to samo od nowa? Szacun xD
      Mam nadzieję, że niedługo dodasz. Właśnie, a tak mniej więcej, za kilka dni, tydzień, dwa? :D

      Usuń
    3. To słodkie, że się martwisz, chociaż jestem świeżym gościem na waszych blogach :D
      Piszę to samo w kółko i mam nadzieję, że nie dostanę od was opieprzu, że będzie słaba jakość rozdziału. Nawet nie wiecie, jakie to okropieństwo wszystko od nowa pisać... Miałam nawet chyba z dwa razy myśli o opuszczeniu bloga. W czasie pisania rozdziału, byłam może w połowie i nagle mi się word wyłączył, myślałam, że wyskoczę przez okno...
      W tym tygodniu się postaram :D
      A jak nie to na 100% będzie w następnym i to w miarę szybko. Ostatnio jakoś mi wena przyszła, ale... Mam ferie, a moi nauczyciele są okropni: 6 zestawów zadań z matmy, 5 wypracowań z polskiego i lektura do przeczytania... Padam... >.<

      Usuń
    4. Uaaa, to naprawdę sporo. Nauczyciele to jacyś kosmici. Kto normalny zadaje uczniom na ferie tyle pracy domowej?
      Jeśli Word się wyłącza, to zapisuj co rusz to, co napisałaś, przynajmniej się nie usunie. Albo na telefonie pisz, a potem wgrywaj. Ja czasem jak mnie w domu nie ma, to pisze gdzieś u ciotki, czy tam w mieście, a potem po prostu przesyłam ;3
      Jeśli chcesz nadrobićczytanie blogów (nie wim, które czytasz, ale to taka ogólna wskazówka ;) ), przyszykuj się psychicznie :D
      I dobrze,że jest wena, będziesz pisała dniami u nocami, buahahaha! (tsa, jestem walnięta).
      Jak opuścisz blog, to złoże na cb donos na policji za... się wymyśli, za co. Boisz się, prawda? :3 Chociaż w sumie to nawet Cię rozumiem, też myślę o skończeniu mojego (ale Ty sie nie waż!!!), bo kiepsko mu to teraz idzie... :c
      Kończę moje rozterki, bo w ogóle nie powinnam ich tu pisać xD
      Powiadomisz mnie, jak napiszesz next? ;)

      Usuń
  5. P.s do poprzedniego mojego komentarza. Jesteś nominowana u mnie na LBA! :D

    OdpowiedzUsuń