Rozdział dedykuję Susian, która bardzo mi pomogła i wspierała ♥ oraz Paulinie Wisińskiej, dlaczego? Kaprys taki miałam xDDDD ;3
Rozdział
II
Czyli:
„Sprawy Rodzinne”
Spojrzała
na mnie szeroko. Coś się stało, czy ja po prostu brzydka jestem? Wiem, że
jestem brzydka, ale daj spokój! No weź mi tego nie rób!
- Mam coś na twarzy? – zapytałam, kładąc dłonie
na policzkach.
Pokręciła głową i wskazała na moje oczy. No nie!
Gdy byłam koło bramy były normalne, bo mimo wszystko się uspokoiłam, a ona mi
przypomniała o tym, że zostałam bezdomną, więc… Poderwałam się i pobiegłam do
lustra z fioletowym obramowaniem. Moje oczy powoli zmieniały kolor z
niebieskiego na różowy. Tylko nie tu!
Jęknęłam. Jak się wytłumaczyć?
- P-P-Przed chwilą b-były z-zie-zielone… -
wyjąkała przerażona.
- To soczewki zmieniające kolor – oznajmiłam.
Miałam nadzieję, że nie będzie się wypytywać.
Kiwnęła głową i
wyraz jej twarzy się zmienił. Nie był
już zatroskany, ale… lekceważący? Z wredną nutką?
- Nie sądziłam, że tak wstydzisz się swoich
oczu, iż musisz nosić soczewki. Jesteś już wystarczająco dziwna, kotku. –
Spojrzałam na nią niedowierzając. Ona powiedziała właśnie coś takiego, czy się
przesłyszałam?
- Słucham?
-
Mówiłam, że się zmieniłam na gorsze. Nie zrozum mnie źle. Jestem twoją
przyjaciółką, ale mam swoje odpały.
Siedziałyśmy w ciszy, a ja rozmyślałam nad jej
słowami. Jest jakąś dziwką, czy po prostu sobie ze mnie kpi? Ale może
faktycznie to prawda. Każdy, gdy dorasta staje się inny. Widać w niej na
szczęście jeszcze trochę dobroci, zważając na powitanie mnie wcześniej.
Nie
wiem, ile minęło czasu, ale usłyszałyśmy pukanie. W progu stanęła ciotka
Anabell.
- Kochanie, Charli przyszła. Ponoć chciała
omówić sprawę z twoim kolegą – Powiedziała i wyszła.
Po krótkim czasie do pokoju weszła nieznana mi
szatynka. Miała wysokiego kucyka i zielono-brązowy strój.
- Sprawa z Kastielem. Dzisiaj miał próbę z
Lysandrem, wędrowała za nimi pewna blondynka. Ubrała się w jakieś beznadziejne,
gotyckie fatałaszki i podglądała chłopaków. Kastiel, jak zwykle był zajebisty,
Lysander mniej. Bardziej zwróciła moją uwagę dziewczyna. Cyknęłam jej fotę, możemy
ją dać Peggy. Rozpuści o niej dziwne plotki i wszystko będzie dobrze, a poza
tym… - gadała, jak najęta, aż zauważyła mnie.
Siedziałam przy biurku w kącie z nogą założoną
na nogę i przyglądałam się z ciekawością dziewczynie. Ładna, ale ma na twarzy za
dużo tapety. Zdecydowanie za dużo. Może jej się to podoba, ale mi osobiście
nie. Przesadziłam. Nie użyła zbyt dużo kosmetyków, więc to po prostu moje
przewrażliwienie na tym punkcie.
- Kto to jest? Włosy ma jak klaun. Jesteś
klaunem? Dzięki wielkie, że postanowiłaś przyjść i pokazać kilka sztuczek,
bardzo to doceniam. – Jej głos przesiąkał sarkazmem i jadem.
- Licz się ze słowami. Jeszcze jeden taki tekst,
a wylecisz za drzwi i możesz więcej się nie pokazywać. – Moja kuzynka
spiorunowała wzrokiem gościa. – Moim zdaniem ma bardzo ładne i oryginalne
włosy. Nie każdy musi nosić tak tandetne ciuchy i mieć taki nudny styl, jak ty.
- Przepraszam… Nie miałam tego na myśli! Tak
naprawdę mi się podobają – tłumaczyła, a ja spojrzałam na nią z miną „WTF?!”.
Pieprzony lizus. Co ona myśli? Że jak będzie
lizać dupę wszystkim naokoło to będzie fajna i każdy będzie ją lubił? Wariatka.
Do pomieszczenia
wparował wnerwiony i cały czerwony mój kuzyn. On ma krawat? Wiele się widzę
zmieniło…
- Amber!!! Dlaczego… - Zaczął się wydzierać i
przestał, gdy zobaczył mnie.
- Nathaniel! – Rzuciłam się na blondyna.
Uwielbiam go! Zawsze był dla mnie wsparciem, ale
czasem swoją dojrzałością mnie przerażał.
Chłopak także mnie przytulił i uśmiechnął się
serdecznie.
- Lora, co ty tu robisz? Czemu nie powiedziałaś,
że będziesz w mieście, a tym bardziej w moim domu? –spytał. Jako odpowiedź
dostał wyszczerz na mojej twarzy.
Później przypomniałam sobie o czymś.
- Bo jestem bezdomna. Nie mam się gdzie podziać.
- Nie możesz zamieszkać u nas? – Zrobił
zdziwioną minę.
Mogę? On to powiedział? Naprawdę mogę z nimi
zamieszkać?!
Poderwałam się z miejsca i pobiegłam na parter. W kuchni zauważyłam wujka. Zrobiłam słodkie oczka i podeszłam do niego. Coś czuję, że chyba mój plan się nie powiedzie. Zapytałam, czy mogłabym tu zamieszkać. Przynajmniej przez najbliższy czas, aż znajdę jakieś mieszkanie.
Kiwnął głową. On kiwnął głową! Uściskałam mocno
Raphaela i pobiegłam w poszukiwaniu cioci. Nie znałam dobrze posiadłości, więc
po pewnym czasie się zgubiłam. Czy byłabym sobą, gdybym nie zabłądziła? Byłam w
długim korytarzu, aż wyszłam w salonie. Po co robili ten korytarz? Żebyśmy
mogli się w dzieciństwie w nim chować? Możliwe. Zachichotałam i usiadłam na
kanapie. Zanim się spostrzegłam koło mnie
pojawiła się Amber, z lekceważącą miną odprowadzała wzrokiem Charlottę, która
zmierzała w stronę wyjścia.
Salon
także mieli śliczny. Półokrągła kanapa, a w środku okrągły stoliczek na kawę.
Jestem normalnie król Artur. Tam gdzie
był jej brzeg stała wielka plazma. To miejsce było lekko niżej, niż reszta
willi. Prowadziły tu malutkie schodki, zaś na pierwsze piętro, duże kręcone
schody. Panował tu brązowy, pomarańczowy i kremowy. Znów zaczynam zazdrościć.
Koło plazmy były drzwi na zewnątrz, na luksusowe podwórko. Dlaczego luksusowe?
Spytajcie tego basenu.
Spojrzałam
pytająco na kuzynkę. Dołączył do nas Nataniel. Włączył telewizję i przypatrywał
się wiadomościom.
„Znaleziono mężczyznę w średnim wieku, jego stan
zdrowia jest na razie stabilny, ale wciąż lekarze nie opuszczają go na krok.
Nie chce podać swojej prawdziwej tożsamości. Jeżeli państwo kojarzą owego
mężczyznę, pilnie proszę o kontakt.”
Na ekranie wyświetliła się zmasakrowana twarz
mojego ojca. Pisnęłam przerażona. Nie martwiłam się o niego, martwiłam się o
Titi. Przecież ona się z nim kłóciła! Kto mógł zrobić coś takiego? Przecież
Samuel jest kryminalistą. Nie daje się od tak pobić. Chociaż nie miał śladów po
bójce. Prędzej poparzeń i dźgnięć. Co zrobiła moja ciotka? Dawno nie korzystała
ze swoich „umiejętności”. Raczej nie próbowała go zranić. Powiedzcie mi, że nie
widzę tego naprawdę!
- To nie twój ojciec? – zapytała Amber.
przekrzywiając głowę.
- Ostatni raz, jak go widziałam to kłócił się z
Madriną – próbowałam to wszystko wyjaśnić, ale nie im, sobie.
Za mną pojawił się wuj. Skrzywiony patrzył na
zdjęcie mojego ojca w sali szpitalnej.
- Myślisz, że powróciły moce mojej siostry?
- Csssi! Tu jest Amber! –
zaprotestowałam.
- Amber o wszystkim wie.
- Co??!! –Gwałtownie wstałam na
nogi. – Dlaczego jej powiedziałeś??!! Przecież wiesz, że to tajemnica, a
zgodnie z zasadami, osoby, które nie mają srebrnej krwi, nie mogą dowiedzieć
się o niej! Z naszego rodu tylko mają ją ja, ty, Nathaniel, moja świętej
pamięci matka, Anabell i nie do końca Titi! Jak mogłeś zdradzić Lumbarię?!
Wiesz, że poniesiesz za to odpowiedzialność? – Nie mogłam uwierzyć, po kiego
grzyba zdradził tajemnicę.
- Gadasz, jak te pierniki z rady…
Nic się nie stanie. Uzyskałem pozwolenie od księżnej Harlet i mimo, że nie jest
prawowitą członkinią tego cholernego grona najstarszych, to ma prawo głosu,
czyż nie? Amber objawiła maleńkie skutki tego, iż ma takich rodziców. – Swoją, jakże długą wypowiedź zakończył
ruchem ręki, by mnie uciszyć.
Zrozumiałam, że nie mogłam się już
odezwać. Raphael jest moją rodziną, ale w tej sytuacji, kiedy zamieniamy się
już w Lumbaryjczyków i zajmujemy się ich sprawami, liczy się hierarchia. Z
tego, co wiem, to ja jestem gdzieś na górze. Ponad innymi nastolatkami, nawet
niektórymi dorosłymi. Moja babcia, która zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach,
była jedną z trzech członków rady. Ponoć szykowały się zmiany i wymieni się
radę na króla. Dla mnie to niekorzystne, dla większej części populacji
Lumbarii. Muszę się dostosować, niestety.
- To Lora też jest Lumbaryjką?! A co
potrafisz robić?! – Podekscytowała się dziewczyna.
Pokręciłam głową z dezaprobatą i
wściekła na wuja, ruszyłam do góry. Nie patrzyłam gdzie idę, więc wpadłam na
ciotkę.
- Co się stało? – Ujęła mój
podbródek i go podniosła.
- Jakim cudem Amber o wszystkim
wie?! – Krzyknęłam i wyrwałam się.
Spojrzała smutno na swoje bose
stopy. Miała je fioletowe w pewnych miejscach, obok żył. Były to skutki tego,
że ma w połowie srebrną krew. Najgorsze, że ledwie przeżyła. Więc to samo czeka
Amber w dniu osiemnastych urodzin.
- Gdyby się nie dowiedziała, to
przeżyłaby jeszcze kupę czasu! – Wrzasnęłam z wyrzutem.
Do moich oczu napłynęły łzy. Nie
mogłam wpuścić do głowy myśli, że niedługo moja kuzynka umrze. Była mi bardzo
bliska, kiedyś wręcz nierozłączna. Nie rozumiałam… Przestałam kontaktować.
Poczułam tylko, jak Anabell mnie przytula, także łkając.
- Nie martw się, zrobimy wszystko,
by Amber nic się nie stało – próbowała mnie pocieszyć.
Kiwnęłam głową i zeszłam znów do
salonu. Wytarłam łzy siadając koło Nathaniela. Położyłam głowę na jego ramieniu
i zaczęłam oglądać telewizję. Przysiadła się blondynka, przez którą była cała
ta awantura. Złapała moją dłoń. Przeniosłam na nią wzrok. Na jej twarzy
malowała się troska. Już nie płakałam, ale byłam zaczerwieniona z tego
wszystkiego. Spuściłam głowę. Nie mogę stracić i jej…
Wuj
pojawił się znikąd i położył rękę na moim ramieniu. Odwróciłam się w jego
stronę.
- Musimy porozmawiać. Chodź… -
Zaczął powoli odchodzić, a ja żeby znów się nie zgubić powędrowałam za nim.
Weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia,
które później okazało się jego gabinetem. Ta część domu także była w podobnych
kolorach. Rozsiadł się na fotelu i wskazał dłoniom na drugi, po drugiej stronie
biurka.
- Posłuchaj… Ona nie ma pojęcia, co
może się stać na jej osiemnastkę. A chyba wiesz, że gdy nie będzie się tym
przejmować, nie będzie świadoma, albo o tym zapomni, to wszystko będzie dobrze.
Nie uaktywnią się jej moce. Moim zdaniem specjalne wymuszanie pojawienia się
mocy jest idiotyczne. Narażają życie tych młodych ludzi, tylko po to, by mogli
zasiąść w radzie, a nic takiego nie może się stać. Pamiętaj, tylko trzy procent
uchodzi z życiem, ale jeśli ich nie powiadamiać o tym rytuale, to wszyscy mogą
przeżyć. Zdarzyć się może, iż na tamtą stronę przechodzi tylko kilku z nich, a
przecież wiele zostaje. Więc nie zamartwiaj się, jest ponad osiemdziesiąt
procent szans, że Amber NIE umrze. Spokojnie, nie byłbym na tyle głupi, aby
posyłać własną córkę na śmierć. Słuchaj… Nie po to przeprowadzaliśmy się na
Ziemię, aby teraz przejmować się sprawami Lumbarii. Mieliśmy żyć, jako ludzie i
dopóki nie będziemy tam potrzebni, będziemy normalnie funkcjonować tu, jakby
nasz świat nie istniał. Idź, wybierz sobie pokój, zostałaś już zapisana do
szkoły. Wystarczy zająć się twoim wyglądem i wszystko będzie dobrze. Poradź się
u Anabell, a jeżeli będzie jakiś problem, to śmiało, przychodź. – Uśmiechnął
się szczerze, a ja odpowiedziałam mu tym samym. – Rozchmurz się.
Wstałam i wyszłam z pomieszczenia.
Od razu skierowałam się do salonu. Ta rozmowa była mi potrzebna, w prawdzie nic
nie mówiłam, ale odpowiedział na wszystkie moje pytania. I przy okazji
przypomniał mi cel naszego pobytu tutaj. Musimy ograniczyć sprawy Lum do
minimum.
Po
obejrzeniu kilku odcinków jakiegoś serialu, nie wiem dokładnie jakiego, bo
pierwszy raz na oczy widzę, rozluźniłam się. Przestałam myśleć o tamtej
sprawie, a jedyna rzecz, która mi o niej przypominała to mój wygląd. Musiałam
poszukać ciotki, poprosiłam Amber o dotrzymanie towarzystwa i ruszyłyśmy obie
na pierwsze piętro. Dziewczyna na szczęście dobrze znała swoją matkę i
wiedziała, gdzie może przebywać. Długo nie chodziłyśmy. Znalazłyśmy ją w
garderobie. Przeglądała ubrania i odstawiała na bok te, które wymagały
poprawki. Wspominałam już, że jest stylistką?
- Chciałabym, abyś mi pomogła. Muszę
jakoś zmienić styl. Wyglądam, jak kompletne dziwadło… - powiedziałam.
Uśmiechnęła się szeroko. Jej pasja,
byłam pewna, że cieszy się z obrotu sytuacji. Złapała mnie za rękę i pociągnęła
do swojej pracowni. Tam przyjrzała mi się dokładnie.
- Trzeba poprawić to i owo… Na pewno
założymy ci soczewki. – Wyciągnęła z szuflady pudełko soczewek, we wszystkich
kolorach. Odstawiła je na bok.
Pobiegła prędko po jakiś zestaw
ubrań. Przymierzyłam kilka sukienek, koszulek, spodni i innych dupereli,
wszystkie na mnie idealnie pasowały. Dała mi je w prezencie. Podziękowałam i
już chciałam odejść, gdy mnie zatrzymała.
- Masz mi się w to ubrać natychmiast,
bo nosisz ciuchy jak babka w ciąży; sprawdzimy, który kolor szkła kontaktowego
najlepiej pasuje, a później umówimy cię do fryzjera.
Przebrałam się w strój, który mi
dała i oznajmiła, że lepiej będzie, jak będę miała mój prawdziwy kolor oczu.
Dlatego też dała mi zielony i kazała już założyć. Podarowała mi pudełeczko z
kilkunastoma parami identycznych soczewek i prosiła bym wybrała pokój.
Westchnęłam.
Miałam mały problem z wybraniem pokoju. Oba były śliczne. Znaczy tylko dwa
wyjątkowo mi się spodobały. Zdecydowałam się na czerwono-szary. Ubrania od
Anabell powiesiłam w dużej czerwonej szafie, a dodatki wrzuciłam do szuflady w
szafce nocnej.
- Robimy dzisiaj imprezę na cześć
twojej przeprowadzki, czy zwykłe dziewczyńskie pogaduchy? – zagadała Amber.
Zachichotałam i wybrałam to drugie.
Nie widziała mi się myśl, że będę ściśnięta wśród tłumu, który niby dobrze się
bawi, pośród trzeszczącej muzyki i rozlewanego alkoholu. Takie coś odpada.
Tak
jak obiecała, tak wpadła do mnie około dwudziestej drugiej i nałożyła mi na
twarz maseczkę. Trochę się powygłupiałyśmy, udając zombie. Opowiedziała mi o
liceum, uczniach i inny sprawach. Będę uczęszczać do Słodkiego Amorisa. Jak
słodko…
- Dobrej nocy życzę – odparła i
wróciła do siebie.
Dobrze się bawiłam, później zrobiłam
sobie długą kąpiel w wannie. Poszłam do głównej łazienki, a jej widok mnie
zachwycił. Poszli w afrykańskie lub azjatyckie klimaty. Ściany zostały zrobione
z prawdziwych kamieni, nawet rosły tam rośliny. Istne cudo! Zatopiłam się w
cudnym aromacie jakiś ziół. Po godzinie wyszłam, a ponieważ była późna godzina,
a ja przeszłam dzisiaj wiele od razu zasnęłam.
***
Rozejrzałam
się wokoło. Wszędzie sama szarość, nawet widok z oknem przyprawiał o dreszcze.
Idąc wąskim korytarzem miałam wrażenie, jakby ściany mnie przygniatały. Po
drodze potknęłam się i zdarłam kolano. Drzwi! Widzę dalej drzwi! Wręcz biegiem ruszyłam
w ich stronę, ale widziałam, jakby były daleko, hen! Zamknęłam oczy, a gdy znów je otworzyłam
zderzyłam się z upragnionym obiektem. Otworzyłam je. Ujrzałam schody w dół. One
też były szare. Powolutku schodziłam coraz niżej. Zauważyłam coś innego koloru,
niż szary. Był to czarny. A dokładniej ciemność panująca w tym pomieszczeniu.
Wcześniej nie było żadnych lamp, ale było jasno.
Nie
było to już korytarz, raczej ogromny pokój. Jakiego kształtu i jak wielki nie
miałam żadnego pojęcia. Niepewnie ruszyłam przed siebie. Przed oczami mignęło
mi coś białego. Czułam się, jak w horrorze. Im bardziej zagłębiałam się w
ciemność, tym mocniej czułam zapach stęchlizny. Znów światełko! Tym razem
zielone. Zdezorientowana nie zauważyłam, jak nie szłam już po bruku, a drewnie.
Do moich uszu dobiegł chichot. Mroczny, szaleńczy chichot. Obracałam się we
wszystkie strony. Brawo geniuszu! To jest jak Slender! Najlepiej, jak jest koło
ciebie, obrócić się w jego stronę! Wyczuliście tu sarkazm? Boże… Muszę się
ogarnąć. Poczułam oddech na plecach. Pisnęłam, ale nie ruszyłam się. Dopiero,
gdy owa osoba dotknęła mnie zimnymi palcami po karku ruszyłam wolno przed
siebie, zatoczyłam koło, tak aby zawrócić, ale w pewnym sensie niezauważalnie i
wracałam się. Tak mi się oczywiście wydawało. Robiło się jaśniej. Znowu zielone
światełko, później białe, aż wreszcie schody. Równie wolno weszłam po nich i
dotknęłam klamki z zamiarem otworzenia drzwi. Były zamknięte, a ja znów
poczułam oddech na plecach.
Raz
kozie śmierć! Uśmiechnęłam się szczerze, pozbyłam się strachu i moje oczy z
pewnością przestały być czarne, a zaczęły fioletowe. Odwróciłam się z
iskierkami wesołości w oczach. Przed sobą ujrzałam chłopaka, o czarnych
przydługich włosach i rozcięciu od ust do uszu, tak, że przedłużał się jego
uśmiech. Przecież to Jeff the Killer! Miał nóż w dłoni i widocznie kierował go
w moją stronę. Gdy trzymał go tuż przy mojej szyi pisnęłam z radości i
wyszczerzyłam się.
- Jestem twoją fanką! Uwielbiam
horrory i straszne rzeczy! Marzyłam o tym spotkaniu! – Wrzasnęłam podekscytowana,
a zdezorientowany Jeff opuścił nóż.
- C-Co?! Miałaś piszczeć, ale ze
strachu! Jak wcześniej! – Zbulwersował się.
Byłam w tym przypadku bezbronna, ale
przecież muszę mu pokazać, że się nie boję. Poczochrałam go po włosach, mimo,
że był wyższy. Zdenerwował się i dziabnął mnie nożem w dłoń.
- Ała! To bolało, kretynie! –
Zarzuciłam mu, trzymając krwawiącą rękę. Popatrzył na mnie niedowierzając.
- Nie boisz się? – wymamrotał.
- Ciebie? Ty jesteś koszmarem, a ja w
pewnym sensie demonem! Nie różnimy się zbytnio! No może, ja mam trochę z
człowieka w sobie. Jestem Lumbaryjką, mam srebrną krew- oznajmiłam wesoło.
Przyciągnął mnie do siebie, a ja lekko
się przeraziłam. Zachichotał tym swoim strasznym śmiechem mi do ucha,
puszczając nóż, a później musnął swoimi wargami moje.
***
Wstałam,
przeciągając się. Śnił mi się piękny sen z elementami koszmaru. Chciałabym
spotkać Jeffa the killera. Spojrzałam na swoją dłoń. Miałam małą rankę na zewnętrznej
stronie i zdarte kolano. Jedyne co pozostaje mi ze snów to ciało. Jeżeli
zostałabym zabita, miałabym mały problem. Ale żyłabym, tylko zależnie od sposobu
śmierci miałabym jakąś ranę, albo coś podobnego. Raz mnie otruli, po
przebudzeniu miałam dziwny posmak w ustach i ból w żołądku.
Ubrałam
szarą bluzę z Vansa, czerwone rurki, szare trampki, czerwoną czapkę smerfetkę i
bransoletki, nie zapomniałam oczywiście o czerwonej bieliźnie, żeby potem skarg
od was nie było. Do torby spakowałam notes, długopis, moją ulubioną książkę,
szkicownik, zestaw ołówków (2B,3B,5B,2H,4H,5H,HB), gumkę, temperówkę, krem do
rąk i dezodorant. Miałam moje rzeczy, bo jak się dowiedziałam od Amber, Titi
przywiozła mi moją walizkę, gdy ja radziłam się u Anabell. Uplotłam sobie
jeszcze warkocza.
Zeszłam
na dół, do kuchni, która także, bo jakżeby inaczej, była w podobnych kolorach,
co pomarańcz. Ciotka smażyła jajecznicę, Nathaniel siedział znudzony przy
blacie, a Amber się malowała. Przywitałam ich krótkim „hej”. Westchnęłam i
usiadłam obok Nata.
- Mam pokój obok twojego, słyszałem
piski. Coś się stało?- zapytał z troską.
Pokręciłam głową. Nie chciałam mu
tłumaczyć co się stało. Był to mój sen i to ja się cieszę, że go miałam.
Anabell podłożyła mi talerz i uśmiechnęła się, to samo zrobiła Nathanielowi,
tylko z mniejszym uśmiechem. Co się dzieje w tej rodzinie? Jego rodzice nabrali
do niego dystansu. To wręcz dziwne. Wzięłam widelec w rękę i powoli zaczęłam
jeść. Chłopak przypatrywał się dziwnie mojej dłoni. Miałam tam dziwną szramę.
Schowałam rękę pod blat i zaczęłam jeść lewą. Jeden z plusów mojej krwi. Jestem
oburęczna.
Gdy skonsumowałam jajecznicę, włożyłam jeszcze butelkę wody do torby
i wyszłam wraz z Amber z domu. Za nami wędrował Nathaniel, ale nie zrównywał
się z nami.
- Przy okazji wpadniemy po Li.
Jestem wściekła na Charlotte, dlatego ominiemy jej dom szerokim łukiem, niech
ma, dziwka- oznajmiła wściekle blondynka.
- Nie obrazisz się, jeżeli pójdę z
Natem? Następnym razem poznam tą Li- powiedziałam z lekkim uśmiechem.
Westchnęła i kiwnęła głową.
Rozchmurzyłam się i zaczekałam na Nathaniela. Nic nie powiedział. Smutno szedł
w stronę szkoły. A ja nie miałam innego wyboru, jak iść za nim, ponieważ Amber
skręciła do jakiegoś domu, a nie miałam bladego pojęcia gdzie jest liceum. Przy
bramie od szkoły stwierdziłam, że jest przesłodzona. Ile różu można wpakować w
jedno miejsce, jeszcze o tak dziwnej nazwie? Rozejrzałam się w około. Może nie
będzie tak źle. Nagle na kogoś wpadłam i leżałam teraz na nim plackiem.
Chłopak, na pewno chłopak. Zamgliło mi oczy. Usłyszałam warknięcie, a kiedy
zobaczyłam na kim leżę, zrobiłam się czerwona, jak burak.
- Widzę, że wciąż masz ochotę się
przytulać – zaśmiał się z zawadiackim uśmiechem.
Zeszłam z niego i szukałam wzrokiem
czegoś na czym mogłabym się zatrzymać, coś co przykułoby moją uwagę. Przed
oczami pojawiła mi się sylwetka Amber…
__________________________________________________________
Szemaneczko~! Drugi rozdział gotowy, taki spóźniony prezent na Sylwka :D
Rozwinęłam się, ponad trzy tysiące słów. Prawie trzy razy więcej niż poprzednio, chyba, że nie umiem liczyć xD
Trochę wprowadziłam was w świat Lory. Prawdopodobnie za szybko poleciałam z tym fantasy, chciałam poprawić i zrobić, żeby nie wyjaśniała PRAWIE wszystkiego od razu, ale miałam lenia. Czemu akurat jest tu fantasy? Bo uwielbiam je! Za nic nie mogłabym bez niego żyć.
Poprosiłam Boga o północy, aby rok 2014 był udany, obudziłam się z głową pełną pomysłów, co do tego opowiadania. Wstałam około 14, ale o 17 wywlokłam się z łóżka, bo musiałam iść na mszę, jak wróciłam to znów do łóżeczka. Także... wyspałam się.
Buziaczki :*
Doradziłam ci jeszcze parę głupich, bardzo głupich pomysłów :D Rozdział ciekawy, jak zawsze, tym razem nie wyłapałam błędów :D
OdpowiedzUsuńfajny rozdział :***
OdpowiedzUsuńczekam na nexta >3<
pozdrawiam i życzę weny :D
Zajebiste, po prostu zajebiste!! Amber i Nat jako kuzyni bohaterki... Tego jeszcze nie grali!! Będę czytała to!!!
OdpowiedzUsuń